668 145 480 info@jacekjagusiak.pl

Każdy z Was z pewnością wie o tym, co powiedział na ostatnim Hangoucie John Mueller na temat Pingwina, jednego z algorytmów Google, który przysporzył
lekkiego bólu głowy wielu SEOwcom, za każdym razem jak tylko pojawiał się i mącił w kolejnych wynikach.

A może teraz Pingwin działający w czasie rzeczywistym? Hmm, brzmi kusząco, choć nie dla osób, które uzależniły swój biznes od kupowania kolejnych punktów
u źródełka zwanego SWL, aby choć na chwilę zaistnieć w sieci i skroić klientów z kasy. Niestety wiele agencji obiecując nie wiadomo jakie wyniki swoim klientom
nie mają nawet odpowiedniej ilości osób do ich obsługi bo jakże można polegać na firmie mające 2 SEOwców i 10 studentów na praktykach?
Super co nie, ale czy oni obskoczą 10, 20, a może i 30 klientów zapewniając im obsługę na odpowiednio wysokim poziomie? Nie! Nie ma się co łudzić, że dalej
elementarnym działaniem w takich firmach oparte są o techniki, które niegdyś działały (no może ze 3-4 lata temu), a teraz są przyczyną kolejnych filtrów.
O zgrozo sam rynek sprzedaży punktów SWL kwitnie, ale to wszystko przez brak świadomości klientów o działaniach kolejnych firm czy studenciaków wyrwanych
to z Allegro to z innych portali typu oferia. W dodatku propaganda siana przez naczelnych „błaznów” SEO wcale nie pomaga w szerzeniu praktycznych i
ogólnie uznawanych za skuteczne metod nie wchodzących aż tak głęboko w bagno BHS. Sądzicie, że to wszystko normalne i nie ma w tym nic złego?
To oczywiste, że każdy SEOwiec ociera się w pewnym sensie o techniki niezgodne z wytycznymi Google i to jest całkowicie normalne, ale gdy widzę oferty firm
o tzw. profilu SEO oparty wyłącznie na abonamencie to aż mnie krew zalewa.

ZOBACZ:  Google wprowadził wyszukiwarkę lotów - jak dla mnie bomba!

Mało tego – zastanówmy się po co wymyślono abonament? Jedyne co mi przychodzi na myśl to tylko to kasa, którą chcą wyłudzić Ci pseudopozycjonerzy,
a tak – mowa o kasie jaką mogą zbierać co miesiąc wciskając klientom kit „Trzeba czekać, a wyniki na pewno się poprawią…”.

Spoko, tylko ile trzeba czekać? SEO to faktycznie zajęcie, które wymaga zarówno cierpliwości jak i czasu, ale dwulicowe działania niektórych osób stają się zasadniczą przyczyną jeszcze silniejszych nacisków ze strony klientów. Bo co ma pomyśleć Kowalski szukając dla siebie wykonawcy, gdy na jednej grupie /forum widzi zapewnienia o „czystości” wszelkich działań oferowanych przez firmę X, a na innej w luźnej rozmowie wychodzi na jaw jak to niedoszły wykonawca
i jakże ambitny, szastający SWLami na lewo i prawo „bo może się uda” choć przez kilka miesięcy coś ugrać więcej od klienta.

Ewentualnie wciśnie się kit klientowi o czekaniu – prawda?

Licząc na lepsze wracam do tematu Pingwina – jeśli rzeczywiście Google wprowadzi wersję tego algorytmu działającą na żywo to skończy się złoty okres dla ignorantów, którzy zapewne będą musieli nie dwa razy do roku, a i pięć bądź sześć prowadzić serię szkoleń dla naiwnych, aby utrzymać się powyżej dna, które z całą pewnością prędzej czy później osiągną. Może tym razem seria szkoleń przypadnie na Wieliczkę – tam jest mnóstwo soli, co będzie dobrym
z pewnością tłumaczeniem dla krzywych min szkolących.

ZOBACZ:  Zaginione w Analitics, czyli gdzie moje dane z 9-tego lutego?

Kończąc swój wywód podkreślam, że nigdy nie sądziłem abym mógł kiedykolwiek poprzeć pomysł wprowadzenia takiej wersji Pingwina, a co za tym idzie poprzeć opisywane działania Google.