668 145 480 info@jacekjagusiak.pl

Dziś nieco o agregatorach treści, które według niektórych pomagają w indeksacji, ale według wielu osób również szkodzą. Oczywiście nie mówię o typowo tematycznych i branżowych, ale o ogólnotematycznych, które drą z sieci co popadnie nie bacząc na konsekwencję. Zadziwiły mnie ostatnio mocne spadki dla kilku kluczowych wpisów na jednej ze stron, którymi zarządzam. O dziwo po sprawdzeniu w Ahres czy MajesticSeo nie prowadziły do tych podstron żadne linki, no prawie żadne bo to co ujrzałem przechodziło ludzkie pojęcie. Na tapecie znalazła się cała masa linków z efekty.net i www.rssing.com. Ok, wszystko byłoby jak najbardziej ok bo linki nofollow, więc myślę sobie trzeba dalej szukać.

Kradzież treści do potęgi n-tej!

Po pewnym czasie coś mnie natchnęło i ot z palca wpisałem pierwsze zdanie w Google z mojej strony i co się okazuje pierwsze 4 strony w wynikach wyszukiwania to był tekst jawnie zerżnięty z mojej strony. Największą część wypełnia efakty.net, a później prym wiodła również wcześniej wspomniana strona rssing i to na różnych subdomenach. Co więcej sprawdzając owe subdomeny zauważyłem, że drą także dalsze części artykułu nie tylko zajawki. I co więcej znalazłem treści z ponad 900 postów z analizowanej strony.

o zesz

Podobnie było z efaktami. Więc postanowiłem działać. O dziwo e-mail po angielsku wysłany na stronie kontaktowej rssing zadziałał i dostałem w weekend po około 3h odpowiedź, że wszystko o co prosiłem zostało usunięte.

Normalnie szok, więc pomyślałem, że może wcale nie będzie tak trudno…

Kolejnym celem były efekty.net. Polska strona więc zabieram się za szukanie w Whois właściciela i … znalazłem. Nawet był numer telefonu, więc kulturalnie wybrałem numer, zapytałem czy rozmawiam z Panem X, który jest właścicielem strony efakty i po usłyszeniu odpowiedzi „Tak” kulturalnie się przedstawiłem i poprosiłem o usunięcie wszelkich wpisów, treści powiązanych z moją witryną. No i nie powinno być problemów, przecież gość po studiach technicznych pewnie poważna bestia sobie myślę, ale co się okazuje usłyszałem szyderczy śmieszek i odpowiedź:

ZOBACZ:  Branża SEO musi zmienić swój tok myślenia w 2014 roku!

„ale Google też tak robi to my również możemy”

Teraz to mnie już coś strzeliło, nie wytrzymałem … ale myślę sobie zapytam jeszcze raz:

„Czy treści o których mówiłem zostaną usunięte?”

Odpowiedź tym razem była na NIE!

Może i mnie poniosło, ale kto z takim de…, no dobra wkur… się i nie chcąc pokazać swojej ciemnej natury „chama” rzuciłem słuchawką. Po godzinie ochłonąłem, ale ów Pan więcej nie odbierał. Na Facebooku również nie był łaskawy napisać czy odpowiedzieć na mejla.

Agregatory treści nie stanowią problemu?

Pomyślicie sobie, że miał racje, że Google może tak robić to i oni mogą. Ale zarówno Google jak większość wyszukiwarek czy nawet wspomniany wcześniej rssing umożliwia blokowanie indeksowania, pobierania treści – ba nawet całkowite wyindeksowanie strony dostępnymi narzędziami, ale efakty tego nie mają. Na wezwanie do usunięcia treści słyszę śmiech? Ludzi, przecież to moja praca, moje spędzone przed komputerem godziny, które równie dobrze mogłem poświecić córce. A tu byle gimbus korzysta z czyjejś pracy z nadzieją na łatwy zysk? Czy to się w dzisiejszych czasach nazywa przedsiębiorczość czy żerowanie na cudzej pracy? To zwykła kradzież.

Skoro mają taki pomysł na stronę to ok, ale niech umożliwią blokowanie, usuwanie treści jeśli ktoś sobie tego zażyczy. DMCA tutaj nie ma najmniejszego sensu bo mam spędzić kolejny miesiąc, aby zebrać wszelkie dane dotyczące ponad 5000 podstron, z których pobierana jest treść?

ZOBACZ:  Ukrywanie reklam przed robotem Google to Cloaking?

DMCA skutecznie walczy z plagiatami w sieci

DMCA przydało się na blogerki, które chętnie na blogspota kopiowały to co im się spodobało. Automatycznie linki z bloggera odsyłane były do odpowiedniego działu, a po dwóch, trzech dniach znikały całe strony.

Co więcej, przed całą akcją frazy monitorowane dla stron, które najczęściej były kopiowane zleciały o 50 pozycji w dół, a były w pierwszej dziesiątce, więc można się wkurzyć.

Teraz powiecie, że tamte kopie nie miały nic wspólnego ze spadkami? Tydzień po usunięciu subdomen z rssing i kilku blogów z blogspota frazy podniosły się średnio o 30 pozycji. Więc jeśli właściciel efaktów były tak łaskawy to może moja irytacja całą sytuacją spadłaby do poziomu tylko jednego piwa na uspokojenie, a nie sześciu.

Boże chroń Nas od takich ludzi…